[:pl]
Phurinja poznaję w Kagbeni, podczas ostatniego dnia trekkingu wokół Annapurny. Podczas naszej kilkudniowej znajomości dowiaduje się dużo o nim samym i życiu w Nepalu. Jesteśmy w Kathmandu w dzielnicy Kapan. To tu właśnie poznaję jego żonę i córkę.
Ich dom to dwa pokoje z aneksem kuchennym. Łazienka z toaletą dzielona jest z drugą rodziną na tym samym korytarzu. Mieszkania znajdują się w dużym niebieskim budynku. Moje pierwsze wrażenie; bardzo czysto. Sirjana, jego żona dba o dom, a on zarabia na rodzinę. Wszyscy w domu prezentują się na typową nepalsą rodzinę.

Przyjeżdżam późnym popołudniem, więc oczywiście załapuje się na … Dal Bhat! Tradycyjne nepalskie danie składające się z ryżu, zupy-soczewicy oraz warzyw i/lub mięsa. Pycha 🙂 Ich 7-letnia córka Phurba chodzi do prywatnej szkoły i mówi trochę po angielsku, choć na początku jest trochę nieśmiała. Ma mnóstwo energii. Obserwuje ją i aż nie mogę się nadziwić, jak duży potencjał mają dzieci, a jak my dorośli stajemy się z czasem leniwi. Szkoła podstawowa kosztuje około 400 dolarów rocznie. Phurba uczy się tu angielskiego, nepalskiego i podstawowych przedmiotów jak nauka, geografia biologia itp. Jeśli jej rodzice chcieliby wysłać ją do najlepszej prywatnej szkoły podstawowej, musieliby zapłacić 3 razy tyle.
„Państwowe szkoły nie są dobre, są bardzo zatłoczone i poziom nauczania jest bardzo kiepski. Zdarza się często, że po kilku latach chodzenia do szkoły państwowej dziecko dalej nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Nauczyciele nie są przygotowywani do prowadzenia zajęć i są leniwi. W naszej prywatnej szkole jest ok. 350 dzieci, a w państwowej kilka razy więcej” – tłumaczy mi Phurinja.
Phurba jest szczęściarą, że może chodzić do prywatnej szkoły. Edukacja dzieci nie jest obowiązkowa w Nepalu i to głównie chłopcy są posyłani do szkoły. Dziewczynki, gdy wyjdą za mąż, przeniosą się do domu męża i nie będą wspierać rodziny.

W domu Phurinja zostaję na noc. Rano dzień zaczynamy od herbaty, która zalewana jest do termosu i rozlewana dla wszystkich. Herbata jest zawsze z cukrem 🙂 Ja oczywiście dostaje kawę. Nescafe z mlekiem, bo mój znajomy wie, że lubię kawę. Nepalczycy nie mają w zwyczaju jadania śniadań. Piją herbatę i zagryzają herbatnikami. Jedzą wcześnie lunch (zazwyczaj Dal Bhat), a potem obiad. Kultura jadania śniadań przyszła z zachodu.
Do śniadania dołącz ich kuzyn, który też pracuje jako przewodnik górski. Dom jest pełen ludzi.

Po rozmowach i herbatce z ciastkami odprowadzamy małą do szkoły, która jest tuż obok. Przy bramie Phurba łapie mnie za rękę i prowadzi do swojej klasy. Wszystkie dzieci się na nas patrzą. Dziewczynka jest chyba dumna z tego, że mogła mnie tu przyprowadzić i pokazać wszystkim.
Przed rozpoczęciem zajęć wszystkie dzieci ustawiają się w równym rzędzie i śpiewają hymn szkolny. Ciekawe widowisko.
Author: Ola
Pasjonatka podróży i aktywnego stylu życia. Preferuje wyjazdy typu “adventure” w otoczeniu przyrody. W Nowej Zelandii odbyła miesięczny staż raftingowi na górskich rzekach i przez 3 lata pracowała w jaskiniach jako Adventure Cave Guide w Nowej Zelandii w Waitomo, które znane jest z Black Water Rafting. Dłużej przebywała również w Norwegii studiując norweski “outdoor life” oraz pomieszkiwała w Omanie.
Leave a Reply