Bieda w Indiach
Bieda w Indiach

Walka o każdy oddech – zapiski z Indii

Nagle gasną światła i robi się ciemno. Stajemy w bezruchu przez kilka sekund i zaraz potem tracimy jakąkolwiek możliwość złapania oddechu. Zawieszone na suficie wiatraki przestają działać, a zbierający się pot z czoła opada na podłogę. Właśnie odłączyli nam prąd.

– nie mogę oddychać, jest strasznie duszno- mówię do Mupai, z którą dzielę mieszkanie w Delhi.
– ja też nie mogę oddychać! Chodź, wyjdziemy na korytarz.

Otwieramy drzwi na główną klatkę schodową i od razu czujemy powiew chłodnego powietrza. Wyciągamy dziecięce krzesła i siadamy na korytarzu. Jest cudownie. Od razu robi się nam lepiej i dobry humor wraca.

Sierpień to jeszcze okres monsunowy. Jest duszno i bardzo gorąco. Kiepskie warunki do podróżowania. Ubrania przyklejają się do ciała, a woda wcale nie gasi pragnienia. Wytarcie ciała ręcznikiem po kąpieli nie pomaga. Człowiek jest mokry cały czas.

Śpię bez żadnego nakrycia, z ramionami rozłożonymi na znak krzyża. Tak, aby ciało stykało się ze sobą w jak najmniejszej powierzchni. Mimo tego codziennie rano budzę się spocona. Powietrze z włączonego nade mną wiatraka ledwo do mnie dociera. Tylko wielka dmuchawa o wielkości 1,5 m na 1 m ustawiona na wprost mojego łóżka pozwala mi zasnąć. Nie wyłączam jej na noc. Jej donośny dźwięk wyjątkowo mi nie przeszkadza.

Ludzie biedniejsi, którzy mieszkają naprzeciwko nas, nie mają za wiele. Ich domy poskładane z przypadkowych blach i cegieł dają wrażenie złudnej prywatności. Elektryczność, która została podłączona nielegalnie, bardzo często szwankuje. Bieżącą woda jest rarytasem i trzeba ją oszczędzać. O wiatrakach, można sobie tylko pomarzyć.

Ci, biedni ludzie znad przeciwka należą do niższych kast. Ich los jest raczej przesądzony. Chudy, przedwcześnie podstarzały ojciec jest rikszarzem. Jego syn zapewne odziedziczy po nim rower i będzie woził ludzi w przyszłości na tej samej trasie. Chyba że jakaś niepohamowana wewnętrzna siła zmotywuje go, aby odmienić swój los. Rodziny nie zostawi, bo rodzina to najwyższa świętość, a mężczyzna w rodzinie to skarb, bo jest zdolny do wykonywania ciężkiej pracy. Musi utrzymać rodzinę.

Wielu młodych rikszarzy chętnie podwozi białe kobiety licząc na solidny napiwek. Może odczuwają przy tym pewien rodzaj dumy? Pamiętam swojego rikszarza, który zawsze podwoził mnie z metra do mieszkania na Dwarce, w którym się zatrzymałam. Nikt inny nie mógł mnie podwieźć, tylko on. Zakomunikował to w sposób bardzo stanowczy nie tylko mi, ale i pozostałym rikszarzą. Konkurencja dostała od niego po prostu łomot. Pamiętam dokładnie jego szeroki uśmiech za każdym razem, kiedy dawałam mu kilka rupii więcej. Jego „Yes Madam, no problem” słyszałam w głowie jeszcze na długo po wyjeździe z Indii.

 

Usługi na ulicy w Indiach
Usługi na ulicy w Indiach
Rikszarz w Delhi
Rikszarz w Delhi

Author: Ola

Pasjonatka podróży i aktywnego stylu życia. Preferuje wyjazdy typu “adventure” w otoczeniu przyrody. W Nowej Zelandii odbyła miesięczny staż raftingowi na górskich rzekach i przez 3 lata pracowała w jaskiniach jako Adventure Cave Guide w Nowej Zelandii w Waitomo, które znane jest z Black Water Rafting. Dłużej przebywała również w Norwegii studiując norweski “outdoor life” oraz pomieszkiwała w Omanie.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: