Którędy prowadzi droga? Drogowskaz wskazujacy, gdzie są zagubione dzieci
Którędy prowadzi droga. Sydney. Lost children :-)

I tak źle, i tak niedobrze – czego nie lubię w moich podróżach?

Podróżowanie stało się modne. W sieci pełno artykułów i filmów inspirujących do ruszenia się z domu i rzucenia pracy. Wszyscy zachwalają i tylko wyliczają tego korzyści. Tak jakby życie na walizkach byłoby jedynym z możliwych sposobów do osiągnięcia spełnienia. Czytam, słucham. Oglądam to wszystko i … wzdycham.


Ludzie czasem mi zazdroszczą tych podróży, pracy za granicą, życia tak jak chce. A ja czasem zazdroszczę im, że mają to, czego ja nie mam. Teraz wiem, że tak jak emocje opadają po nowym zauroczeniu, tak podróże, praca marzeń i inne te wspaniałości z czasem nie są, tak escytujące, jak na początku.

Okazuje się, że jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. I podróże. I praca marzeń. I to nigdy nie jest takie kolorowe, jak nam się wydaje. Często coś po prostu nie jest takie, na jakie wygląda.

Czasem coś nie jest tym na co wygląda
Nowozelandzkie robaczki świętojańskie (ang.glowworm) wcale nie są robakami jak nazwa wskazuje. Są to larwy owada, który w postaci dorosłej przypomina komara!

W pewnym momencie zaczyna czegoś brakować. Wiele rzeczy zaczyna bardzo przeszkadzać. Z czasem zmieniają Ci się potrzeby. Czujesz na przykład, że chcesz wrócić do domu, ale tak naprawdę zastanawiasz się, gdzie jest ten dom? Czy jest to miejsce, gdzie pracujesz, czy tam, gdzie jest Twoja rodzina i przyjaciele? A co jeśli Twoi przyjaciele mieszkają w mieście, a ty miast nie znosisz?

Zastanawiasz się nad wszystkimi rzeczami, które posiadasz i tracisz rachubę. Okazuje się, że Twój dobytek rozrzucony jest po świecie i że tak naprawdę już nie pamiętasz gdzie i u kogo. I co tak naprawdę posiadasz.

Podróże są trudne, szczególnie jeśli się nie ma odpowiedniego partnera w podróży. Z kimś, z kim można się tym wszystkim dzielić. Wyjazdy w pojedynkę uczą czego innego i wzbudzają inne potrzeby. Mogę śmiało chyba powiedzieć, że są trudniejsze.

Dom jest tam, gdzie serce twe i umysł
Gdzie jest dom?

Czego tak naprawdę ja nie lubię w swoich podróżach?

Samotności

No nie lubię, bo kto by lubił? To jest taka samotność, że już po prostu brakuje Ci tej bliskiej osoby, z którą możesz podzielić się tym wszystkim. Brakuje Ci zwykłego przyjaciela, kompana, niekoniecznie płci przeciwnej. Znajomi, których poznajesz w drodze, nie wystarczają Ci, bo są to przyjaźnie często przelotne i płytkie, służące głównie rozrywce. I nie zawsze też są.

Zdarza się rzadko, że poznasz kogoś, kto staje Ci się bardzo bliski i z kim podzielisz się swoimi sekretami i z kim będziesz się śmiać do łez. Gdy chorujesz, to akurat w takim momencie, gdy nikogo wokół Ciebie nie ma. Przez chorobę przechodzisz więc sam.

Ta samotność jest więc taką tęsknotą za bliską relacją z drugim człowiekiem. Przestajesz się już podniecać, jak to dużo znajomych poznałeś ostatnio i to z całego świata! Nagle potrzebujesz po prostu przyjaciela, a prawdziwą przyjaźń najczęściej buduje się latami.

Każdy czasem potrzebuje miłości

Ciągłego pakowania

A wręcz nienawidzę 🙂 Ciągłego rozpakowywania się i pakowania. Ciągłej zmiany miejsca, przeprowadzek i tego, że rzeczy nie mają swojego miejsca. W podróży też występuje rutyna, a jest nią właśnie nieustanna zmiana miejsca, z którą wiąże się ciągłe opróżnianie i wypełnianie plecaka. W górach trzeba to robić wręcz codziennie.

Organizowania wszystkiego

Od hostelu, przez znalezienie taniej dobrej restauracji, po zaplanowanie trekkingu i znalezienia przystanku autobusowego. Wszystko trzeba organizować samemu. Mowa tu oczywiście o podróżowaniu budżetowym i niezależnym. Taka organizacja po pewnym czasie staje się pracą, za którą nie dostajesz wynagrodzenia. Pracą, która męczy (nawet bardzo!) i pracą, która czasem jest nieefektowna.

Rzadko masz możliwość, żeby podzielić się z kimś tymi obowiązkami, żeby rozdzielić zadania według na przykład umiejętności. W grupie łatwo wydelegować zadania np. dwie osoby szukają guesthousa, 3-cia osoba kupuje mapę w tym czasie, a 4-ta karty SIM dla wszystkich. To dopiero wydajność i oszczędność czasu. Podróżując samemu, wszystko robisz sam. Musisz robić rzeczy, których nie lubisz i w których niekoniecznie jesteś dobry.

Kosztów

Podróże w pojedynkę są droższe. Zapłacisz więcej za nocleg, za przewodnika, za taksówkę z nikim się nie podzielisz i nikt Ci się nie dołoży do benzyny. Podróżując niezależnie, musisz mieć więcej kasy.

Którędy prowadzi droga? Drogowskaz wskazujacy, gdzie są zagubione dzieci
Którędy prowadzi droga. Sydney. Lost children 🙂

To chyba główne rzeczy, które przychodzą mi na myśl, gdy myślę o tej „drugiej stronie” mojego stylu życia. Doskwierają mi one czasami w trudnych chwilach, które ma każdy.

Ostatnio koleżanka, która ma świetną pracę i podróżuje ze swoim chłopakiem podeszła do mnie i powiedziała;

„Olka, jak ja bym chciała mieć takie przygody jak ty. Niestety podróże z Marcinem (jej chłopakiem – przyp.) są bardzo często przewidywalne”

Gdy to mi powiedziała, uświadomiłam sobie, że rzeczywiście jestem szczęściarą w pewnym sensie. I że w codziennym życiu trudno człowiekowi docenić to, co ma. Cały czas szuka, tego czego nie ma. Brakuje mu rzeczy, których nie posiada.

Gdybym prowadziła te same życie z kimś u boku; przyjaciółką lub chłopakiem to jestem wręcz przekonana, że pisałabym artykuł o tym, czego nie lubię w podróżowaniu z bliską mi osobą i jak by to cudownie było podróżować samemu 🙂

  • też często podróżuję i do niedawna podróżowałem sam i tak jak chciałem. Było super nie musiałem się martwić o nikogo innego ani o to co ktos innych chce robić gdzie jechać itp. Pare miesięcy temu poznałem dziewczynę i ostatnią podróż odbyłem z nią. Miesiąc po Nowej Zelandii. Właśnie wróciliśmy. I było całkiem inaczej. Tęskniłem za podróżą samemu. Tym bardziej, że moja dziewczyna jest całkiem inna ode mnie i inne rzeczy ją interesują (tzn. centra handlowe, a mnie wszystko poza centrami handlowymi), nie mówiąc już o tym, że lubi podróżować wygodnie a ja tanio bo nie jestem bogaty. Podróżowaliśmy samochodem a tylko ja mam prawo jazdy. Miesiąc to bardzo krotko na Nowa Zelandię więc prawie codziennie musiałem przejeżdżać setki kilometrów przez co ciągle byłem zmęczony. Podróż obfitowała w ciągłe konflikty. Takiego typu wypowiedzi slyszalem czesto gdy byliśmy z dala od wiekszych miast: „dlaczego nie zaplanujesz jakiejś roznorodnosci tylko to co Ciebie interesuje: plaże, góry, lasy, ocean, muzea, galerie itp. a gdzie sklepy gdzie galerie”?… Problem w tym, że takich rzeczy w pobliżu po prostu nie ma gdy największe miasteczko w okolicy ma 300 mieszkańców. Ale są też plusy. Oczywiście finansowy aspekt, wyszło mi taniej podróżować z drugą osobą no i zawsze fajniej robić niektóre rzeczy we dwójkę bo samemu na jakiejś zorganizowanej wycieczce na przykład można było czuć się nieswojo bo zazwyczaj wszyscy tam to pary lub rodziny. Z reguły ona w większości również zajmowała się pakowaniem i gotowaniem jak była możliwość. Z minusów też ze względu na moją partnerkę nie było mowy o couchsurfingu czy poznawaniu nowych ludzi za bardzo – zero imprez, nie za dużo fizycznych aktywności (wierzcie lub nie moja dziewczyna nie potrafi jeździć nawet na rowerze co dla mnie jest dość ciężkie do ogarnięcia) itp. Co samo w sobie nie jest złe ale jak się mieszka z tą samą osobą cały rok w jednym pokoju i planuje się swoją podróż życia to przynajmniej ja mam ochotę na oddech, relaks, jechanie w każdym momencie gdzie MI się tylko podoba, robienie co mi sie podoba. Z drugiej strony możliwe, że w pewnym momencie dopadłaby mnie samotność, możliwe też że wcale nie poznałbym w ogóle ciekawych ludzi tak jak mi się wydaje. Podróżowałem raz z kolegą i było fajnie i bezkonfliktowo bo mieliśmy podobne oczekiwania co do podróży. Mimo to po jakimś czasie nasze drogi się rozeszły po prostu czuliśmy, że zaczyna się coś psuć, że za długo jesteśmy w swoim towarzystwie. Po prostu pojechaliśmy w inne miejsca ale dalej byliśmy przyjaciółmi. Więc tak to z mojej perspektywy wygląda. Są plusy i minusy. W każdym razie ogólnie wydaje mi się, że kluczową rzeczą, gdy podróżuje się razem z kimś czy to dziewczyna czy kto inny, jest to, żeby przed podróżą mieć WSPÓLNĄ wizję jaka ta podróż ma być i co chce się zobaczyć/robić, jak podróżować, jakie zakwaterowanie, jakie koszty. Żeby wszyscy uczestniczący CHCIELI jechać na taką podróż jaka jest planowana i byli do niej przekonani (nie coś typu: a spróbuję tego może mi się spodoba bo jak się nie spodoba to potem cała reszta podróży może być udręką dla wszystkich).

    • olalala

      Hey dzieki za komentarz 🙂 Ja teraz nie wyobrazam sobie zeby podrozowac z kims kogo nie znam troche, a osoby ktore znam, ktore sa z mojego kregu zawsze wybieraja tanie lub najtansze opcje, wiec czesto nawet nie muszymy tego dyskutowac 🙂

      • Hey, no ja też uważam, że podróż z kimś obcym to troche hardkor a nawet niebezpieczne chyba ze sie kogos pozna w drodze np. w hostelu i sie dogadujecie przez kilka dni i macie podobne pomysly na podróż, jedziecie w ta samą stronę i macie do siebie zaufanie to czemu nie. Jedna z moich znajomych pojechała raz w podróż do Afryki bo ktoś się ogłaszał na gumtree, że szuka towarzysza podróży…

        • Olalala

          nieźle… ja az tak zdesperowana chyba nie jestem zeby brac kogos z neta, kogos kogo sie zupelnie nie zna 🙂 Chodz oczywiscie mozna miec farta i dobrze trafic 🙂

%d bloggers like this: