Z Alice Spring pod Uluru
Z Alice Spring pod Uluru

Z Alice Spring pod Uluru

Ruszamy rano z Alice Spring. Jedziemy w stronę lotniska, aby zaraz potem odbić na południe w stronę Adelaiady. Widoki mnie zadziwiają. Wcale nie jest płasko, tak jak mi się wydawało, że będzie. W oddali na zachodzie widać niskie góry, a nad nimi zaciera się granica między bezchmurnym, a zachmurzonym niebem. Tam właśnie zmierzamy, do bezchmurnego nieba. Czerwona ziemia, która rozpoczyna się na poboczu drogi, ciągnie się po horyzont i przeplata z zielono – szarą roślinnością. Niebieskie niebo nadaje temu wszystkiemu wspaniałą kompozycję.


Droga prosta, ruch lewostronny. Moi szwajcarscy znajomi, których poznałam na lotnisku, jeszcze nie przyzwyczaili się do nowych zasad drogowych. Gdy Karl wyprzedza, serce mi zawsze staje dęba. Zazwyczaj robi to, gdy jest jeszcze daleko od samochodu, który chce wyprzedzić i gdy światła samochodu jadącego znad przeciwka są już bardzo wyraźne. Jego żona krzyczy, ja ściskam zęby i zamykam oczy. Niezła adrenalina. Zjeżdżamy z drogi głównej, żeby zobaczyć dziury po meteorytach.

Po opuszczeniu Alice Spring na trasie wyłaniają się góry
Po opuszczeniu Alice Spring, na trasie wyłaniają się góry

Jest zima. Koniec czerwca. Jeden z głównych sezonów w Australii, ale ruch na drodze bardzo umiarkowany. Szybko wracam myślami o możliwościach łapania tutaj stopa.

Serce znowu mi staje dęba. Karl wyprzedza!

Niezła jazda – myślę.

Karl za kierownicą !
Karl za kierownicą !

Krajobraz pozostaje niezmienny. Niekiedy więcej drzew, krzewów lub czerwonej ziemi. Im bliżej Uluru zamiast pustynnie, robi się bardziej… zielono! 3-4 tygodnie temu była tu potężna ulewa, ziemia więc miała się czym nasycić. Latem, kiedy panuje susza, kolory mogą być zupełnie inne.

Deszcze to nie rzadkość na pustynnej australijskiej ziemi. Nawet w tak gorących warunkach możemy znaleźć kaskady wody. Małe wodospady ze szczytu Uluru spływają prawie przez większą część roku. A w trakcie dużych opadów deszczu przybierają siłę dużych wodospadów. Ostatnia zlewa spowodowała zamknięcie parku, a mniejsze miejscowości były ewakuowane. Informacje tutaj.

Zalane Uluru fot. theguardian.com

50 k od Uluru po naszej lewej stronie wyłania się Mount Conner –  skała, która często mylona jest z Ayres Rock. Robi wrażenie, bo w odróżnienie od popularnego masywu jest większa i płaska na szczycie. Prowadzi do niej szutrowa droga i według mapy wymagany jest samochód 4WD.

Mount Conner z oddali

Moi australijscy znajomi nie mają czasu, aby tu zajechać. Szkoda.
Dojeżdżamy do Yulara, malutkiego miasteczka, które zostało wybudowane na potrzeby turystów udających się w stronę Uluru. Rozłożenie namiotu na campingu kosztuje 40$. Jest tu też supermarket (droższy niż ten w Alice Spring) sklep z pamiątkami, akcesoria do aparatu, restauracje i informacja turystyczna. Na małym wzniesieniu, które znajduje się w samym centrum, rozpościera się wspaniały widok na skałę i okolice.

Z Yulara dzieli nas tylko 16 km do Uluru. Po drodze przejeżdżamy przez opłatę biletową ze szlabanem. O tym, jak podróżować po okolicy i nie zbankrutować pisałam tutaj.

Dziura po uderzeniu meteorytów
Widoki na trasie z Alice Spring pod Uluru
Widoki na trasie z Alice Spring pod Uluru
Widoki na trasie z Alice Spring pod Uluru
Widoki na trasie z Alice Spring pod Uluru

 

%d bloggers like this: