Giles track – 22 km szlak do Kings Kanyon

Giles Track to 22 km mało popularny szlak, który prowadzi z Kathleen Springs do sławnego i majestatycznego Kings Kanyon. W ciągu 8h można doświadczyć dziką czerwoną Australię, jej wąwozy, oczka wodne i wypaloną od słońca czerwoną ziemię. Jeśli będziemy mieć szczęście o zachodzie słońca zobaczymy też kangury.


Dla sprawnie poruszających się osób z lekkim plecakiem wystarczy 7-8h, aby ukończyć szlak. Do tego należy dodać kilka godzin na przejście Kings Kanyon, jeśli chce się go również zobaczyć. Szlak można zrobić w jeden dzień z wczesnym startem lub podzielić go na dwa dni z noclegiem np. Reedy Creek. Szlak można zrobić w dwie strony.

No to zaczynam! :-)
No to zaczynam! 🙂
Jest pięknie!
Jest pięknie!

Ja trasę przeszłam w jeden dzień z późnym startem ok. 10.00 i choć nie zdąrzyłam już zwiedzić dokładnie Kings Kanyon to polecałabym tę trasę na jeden długi dzień. Szlak jest piękny, można tu w bezpieczny sposób (szlak niekiedy biegnie blisko drogi) poznać dziką Australię. Na całej trasie nie ma wody pitnej. Na cały dzień wystarczyły mi 3 litry, które uzupełniłam w Kathleen Springs. W razie potrzeby na trasie są źródła wodne, ale wodę z tych źródeł należy uzdatnić (tabletki na bazie chloru, gotowanie od 5 do 10 minut lub steripen na bazie ultrafioletu).

Po drodze spotkamy kilka oczek wydnych, które w zależności od sezonu mogą przybierać naprawdę dużych rozmiarów
Po drodze spotkamy kilka oczek wydnych, które w zależności od sezonu mogą przybierać naprawdę dużych rozmiarów

DSC03395

 

Nazwa trasy pochodzi od odkrywcy Ernesta Gilsa, który jako pierwszy odkrywał te tereny w 1872 roku. Anglik z zapałem adkrywcy próbował odnaleźć lądową drogę z centralnej Asutralii na zachód. Po kilku nieudanych próbach, które skończyły się śmiercią jednego z jego towarzyszy ( stąd nazwa Gibson Desert) i prawie śmiercią samego Gilsa, w końcu mu się to udało w 1875 roku (Port Augusta – Perth). Rok później powtórzył wyczyn, obierajuąc kierunek północny przez rzekę Murchison i Ashburton przez Olgas. Uważa się, że jako pierwszy białoskury mężczyzna zobaczył sławne teraz kopuły sklane Olgas (Kata Tjuta)
Mapa jego odryć tutaj. (trasa czarna i niebieska)

 

Giles Track jest dobrze oznaczony czerwonymi strzałkami, które rozstawione są co około 500 metrów lub w zależności od potrzeb. Aby przejść trasę nie potrzeba mapy. Ją i tak na miejscu trudno jest zdobyć. Gdyby ktoś bardzo chciał mapa do ściągnięcia jest tutaj.

Widoki za zachód, pięknie przenikające się kolory! Gdzieś ta jest droga do Kings Kanyon :-)
Widoki za zachód, pięknie przenikające się kolory! Gdzieś ta jest droga do Kings Kanyon 🙂

W połowie szlaku dochodzi się do skrzyżowania Tjintjit Tjintjit, z którego ścieżka prowadzi do parkingu Lilla. Jeśli ktoś bardzo chce może skrócić sobie trasę o połowę rozpoczynając z parkingu  maszerując w stronę kanionu.

widok z kata tjutaDSC03436
Którędy teraz?

W trakcie wędrówki w dwóch miejscach nie mogłam odnaleźć szlaku, ale po krótszym błądzeniu wróciłam na właściwy tor. Nie polecam kończyć trasy o zachodzie słońca i w nocy. Końcówka trasy zbliża się do kanionu, a to znaczy, że idzie się po skałach, gdzie nie widać ścieżki. Znaki są umieszczone w dość dużej odległości i trudno je dostrzec nawet z bardzo dobrą czołówką. Najadłam się tu strachu, bo nie mogłam się z tego kanionu wydostać.

Wcześniej, kiedy rozkoszowałam się zachodem słońca w Kings Kanyon zobaczyłam w oddali kicające dwa kangury. Jeden z nich się zatrzymał i zaczął się na mnie patrzeć 🙂 To jeden z tych momentów, kiedy zastanawiam się, czy wyciągać aparat, czy raczej cieszyć się chwilą. Kangur stał dość długo co pozwoliło mi zrobić szybkie niezbyt dobre zdjęcie 🙂

widok z kata tjutaDSC03453
Kto widzi kangura?

Po zejściu z trasy znalazłam się u podnóża Kings Kanyon. Do Kings Kanyon resort kawał drogi około 20 km. Mimo tego, że skończyłam w nocy to Australijczyk, który zchodził z Kings Kanyon podwiózł mnie do resortu i podarował mi butle gazowe, które potrzebowałam na Larapinta trail i których nigdzie poza Alice Spring nie mogłam kupić.

Kopuły piaskowca - coraz bliżej końca :-)
Kopuły piaskowca – coraz bliżej końca 🙂

W resorcie odnalazłam swoich nowych szwajcarskich znajomych i przenocowałam „na dziko” u nich w pokoju:-)

Morał z tego taki:

DSC03450

Nie zastanawiałam się, jak wrócę do resortu w nocy, a co gorsza kilka dni wcześniej bardzo martwiłam się, że nie kupie już butli gazowych na szlak Larapintla. Jak widać niepotrzebnie. Odpowiedni ludzie pojawili się we właściwym momencie.

Często zastanawiam się jak to wszystko działa 🙂

Szlak skończyłam w nocy ;-)
Szlak skończyłam w nocy 😉
%d bloggers like this: