Dziwne zatrucie pokarmowe w Leh, w Indiach

Słabość, trudność ze złapaniem oddechu, dreszcze, zawroty głowy, ból gardła, powiększone węzły chłonne – to objawy zatrucia pokarmowego, które dopadło mnie właśnie w Leh. Początkowa zła diagnoza spowodowała przedłużenie się leczenia do 2 tygodni.


– your oxygen level is good, it is 86 – mówi mi Pani w informacji turystycznej w Leh – you should go to the hospital and have a check there.

Poszłam więc do tego szpitala. Ledwo doszłam.

Kolejki w szpitalu gorsze niż w Polsce, ale żeby dostać się do lekarza nie muszę wstawać o 5 rano. Mogę przyjść po południu.

– I am sorry I am not able to stand in this queue. I feel like I will pass out – mówię do pielęgniarki
– okey, okey i will bring you a registration – odpowiada
– thank you

Idę pod wskazany pokój przyjęć. Dostaje numerek 46. Szybko zajmuję wolne krzesło i ze spuszczoną głową, która jest podtrzymywana przez obie ręce, czekam na swoją kolej przez około 1,5 h. Dwóch Niemców ma numerki tuż przede mną i obiecują, że dadzą mi znać, jak będzie ich kolej. Tak się źle czuję, że nie mogę kontrolować kolejki.

– do you have headaches ? Body pain? – pyta się mnie lekarka
– nooo i dont think soo – odpowiadam niemrawo. Trudno jest mi określić, w tym stanie co mnie boli a co nie. Staram się dokładnie opowiedzieć, co się stało.
– We took a road from Manali here with a stopover in Keylong and we spend 2 days in Leh (leh położone jest na wysokoście 3.500 więc potrzeba czasu, aby się zaaklimatyzować) After this 2 days we took a motorbike ride to Alchi and i got sick on the way.

Lekarka bada moją klatkę piersiową i plecy.

– i think you have high attitude sickness, and a mild flue. I will put you on oxygen for 2 hours, give you diamox (lek na wysokościówkę), antibiotics for flu symptoms and medicines for headaches and body pain. Take it.

Alessandra from Pollen :-)
Alessandra from Pollen 🙂

Po jeszcze kilku formalnościach papierkowych, wśród labiryntu korytarzy odnajduję pokój, gdzie mają mnie podłączyć pod tlen. Jest to duża sala, gdzie po obu stronach znajdują się łóżka. Połowa łóżek jest zajęta w 99% przez mężczyzn. Z trudem odnajduję czysto wyglądające łóżko. W pozycji pół leżącej przez 2h wdycham tlen przez nos. Przy każdym łóżku znajduje się butla tlenowa, tak jakby tlen tutaj był lekarstwem na wszystko. Prawie naprzeciwko mnie leży młody chłopak. Jest wybudzany regularnie przez swoich kolegów, aby się napić albo coś zjeść. Co kilkanaście minut ktoś go odwiedza i sprawdza jego stan.

– musi być z nim naprawdę źle – myślę.

Po dwóch godzinach inhalacji czuje się trochę lepiej. Mój poziom tlenu wynosi 94, a więc lepiej być nie może. Kupuję wszystkie leki oprócz tych na ból głowy i na ból ciała. Jestem teraz pewna, że głowa mnie nie boli. Mogę myśleć jaśniej.

Przez kolejne kilka dni mój stan jednak się nie poprawia. Na dodatek właściciel hostelu Ostal, żonaty buddysta się do mnie dobiera. Muszę szybko zmienić hostel. Polak, którego spotykam, pomaga mi przenieść rzeczy.

Opisuję swoje dolegliwości koleżance, która też była w Indiach. Dowiaduje się, że miała takie same dolegliwości i że jest to indyjskie zatrucie pokarmowe. Idę do innego lekarza. Ten bada mi brzuch słuchawkami.

– It looks like you have a bad food poison. You have to take different antibiotics – mówi.

Biorę drugą dawkę antybiotyków. Czuje się lepiej po 3 dniach, ale potem znowu gorzej i znowu lepiej. Czuję poprawę, ale nie na 100 %. Cały czas nie mam apetytu i ciągle mam problem z oddechem. Trudno to opisać.

Przez ten czas codzienne siedzę w knajpie i staram się coś zjeść. Patrzę na tych wszystkich ludzi, którzy zajadają ze smakiem.

„Kiedy ja przestanę się źle czuć?” – pytam siebie.

Jedyne co mogę pić to woda i cola. Gdy nawet myślę o herbacie, czy kawie, mnie odrzuca. A najgorsze odruchy mam, gdy myślę o jajkach.

Byc może zatrułam się jajkami – myślę

Idę do tego samego lekarza, co ostatnio.

– it is good, but it is not good. You know what i mean? – mówię.

Lekarz bada mój brzuch jeszcze raz przez słuchawki. Tym razem dokładniej.

– you have still food poison, hmm … what can i give you … ?- zastanawia się – injections with antibiotics?
– noo, please – odpowiadam – do you have tablets?
– yeaa i can give you other antibiotic. But if this dosent help we have to go for injections. That will be a last step.
– okey – zgadzam się.

Po 3 nowej dawce antybiotyków przechodzi mi bardzo szybko. Zaczynam się zastanawiać, czy to przez nowe lekarstwa, a może przez to, że zacżełam pić trochę wódki 🙂

Humor mi się poprawia. Zdrowieję! Nareszcie po 2 tygodniach czuje się dobrze!

Postanawiam zrobić test próbny mojej kondycji i wybieram się do Pałacu Leh. Tam w jakiś dziwny sposób mój aparat uderza i skałę. Psuję obiektyw aparatu. Mojego kochanego aparatu.

Nie mogę robić zdjęć.

W Leh ani nie kupię nowego obiektywu, ani go nie naprawię.

Siadam sobie gdzieś na uboczu i popłakuję z tego wszystkiego.

Jak nie urok to sraczka – komentuje Polak, którego spotykam po dordze i opowiadam, co się stało.

Góry dookoła Leh były moim marzeniem od 2 lat. Nie mogłam się doczekać na tej wyjazd. Nie mogłam się doczekać, żeby wyjść w góry. Niestety nie zdążyłam. Leh powitało mnie chorobą, w ciągu której nie mogłam robić NIC. Na dodatek musiałam uciekać z guesthousu i po raz kolejny zepsułam aparat.

Nie odnalazłam jeszcze w tym wszystkim odpowiedzi DLACZEGO ??.

%d bloggers like this: